piątek, 23 maja 2014

Rozdział 82

LOUIS

Byłem zły że dałem się tak wrobić. Bo co to niby ma znaczyć że to Jamie prowadzi? Boże, mój biedny samochód. Nie to że moja dziewczyna źle prowadzi, ale ona jest tak nieuważna, że po prostu czasem boję się z nią wsiadać do auta.
Jam do mnie znowu przyleciała, a ja znowu namawiam ją do przeprowadzki. I nie jest to łatwe. Ona za nic nie daje się przekonać.
- Lou, uspokój się. Najwyżej lekko się gdzieś zarysuje czy coś- powiedziała to tak poważnie, że byłem skłonny jej uwierzyć. I uwierzyłem. Ale gdy parsknęła śmiechem jednak sobie odpuściłem.
- Jamie błagam cię. Uważaj! - krzyknąłem widząc psa który przebiegł nam drogę. Na szczęście wyhamowała po czym posłała mi rozbawione spojrzenie.
- Kochany mój, albo się uspokoisz albo wylatujesz z samochodu a ja znajdę sobie kogoś przystojniejszego zamiast ciebie i to z nim pójdę na randkę.
- Już dobra- prychnąłem wywracając oczami i odwróciłem się do okna.
- Lou, przestań się obrażać.
- Nie obrażam się. - założyłem ręce na piersiach. Ona tylko pokręciła głową nadal się śmiejąc i już się nie odezwała. Teraz to już w ogóle nie wiem co robić. Nie lubię kiedy ona się obraża, a obraża się często, zresztą ja mam podobnie. Cały nasz związek opiera się tylko i wyłącznie na ciągłych kłótniach. Ciągle się o coś sprzeczamy ale to nie znaczy ze jest źle. To dla nas całkiem fajne, nie jest przynajmniej nudno. Na przykład u Harrego i Meg to by się nie sprawdziło. Od świąt żyli jakby naszym związkiem i obojgu im nie wyszło to na dobre. Oni nie umieją żyć bez siebie, muszą być pogodzeni i tworzyć tą okropnie słodką parkę. Ja chyba bym tak nie umiał. Wolę się posprzeczać z Jamie, zresztą ona też nie preferuje tych wszystkich romantycznych rzeczy, choć lubi jak od czasu do czasu zabiorę ją w jakieś miejsce gdzie możemy sobie pobyć tylko we dwójkę
- Jesteśmy. - wyskoczyła z auta zatrzymując się przed nim gdzie zaczekała na mnie. Spojrzałem na widok przed nami i zaparło mi dech w piersiach. Nie wiem jakim cudem mnie na to namówiła ale byłem podekscytowany. Przede mną był z pozoru zwykły most. Ale on nie był zwykły. Po chwili zobaczyliśmy jak ktoś spycha z niego dwójkę osób. Spojrzałem na Jamie, jej oczy były szeroko otwarte i pełne podekscytowania.
- Gotowa? - wyciągnąłem do niej dłoń na co energicznie pokiwała głową.
Nawet mi teraz nie mówcie że mamy się tam wspiąć. Ale chyba wychodzi na to że tak.


Patrzyłem wściekły na Jam, kiedy jakiś obcy facet obmacywał ją zakładając jej te wszystkie zapięcia i liny zabezpieczające. Czy tu nie ma pracujących kobiet? A ona tak sobie z uśmiechem patrzy jak on trzyma łapy między jej nogami zapinając coś tam na jej udach. Teraz kiedy nasz pierwszy raz mamy za sobą, jestem o nią jeszcze bardziej zazdrosny. Może nie aż tak bardzo, ale cholera, jestem obok! Czy nikt mnie nie widzi?
Odwróciłem głowę żeby tylko tam nie patrzeć bo przecież gdybym o tym wspomniał to znowu by się na mnie wydarła albo coś. Rozejrzałem się dookoła skupiając wzrok na wszystkim tylko nie na niej. Goście którzy tu pracują krzątają się gdzieś przy sprzęcie, inni sprawdzają czy liny są dobrze pozapinane. Jakaś para jakieś dziesięć metrów od nas też przygotowuje się do skoku. Mmm ładna ta blondyneczka. Ale spokojnie, mam swoją Jamie, na którą teraz wolę nie patrzeć.
O kurwa.
Podbiegłem do Jam i nie zwracając uwagi na instruktora pociągnąłem ją do siebie. Nachyliłem się nad jej uchem i odwróciłem w kierunku tamtej pary.
- To Liam czy mam zwidy?- Jamie natychmiast popatrzyła na parę. Liam obejmował dziewczynę w pasie a ona śmiała się z czegoś i wymachiwała przy tym rękami. Odwróciła się do niego i lekko cmoknęła go w usta. Uniosłem zaskoczony brwi. On tak serio z tą laską? Niby wszyscy mówili że kogoś tam ma i w ogóle ale nie sądziłem że kogoś z kom jest już na poważnie! No dobra, trudno stwierdzić czy to na poważnie czy też nie, ale cholera! To żeśmy go złapali.
Puściłem Jamie i ruszyłem w jego kierunku ale zanim zdążyłem zrobić pierwszy krok poczułem szarpnięcie. Co do cholery? Odwróciłem się i napotkałem zdziwione spojrzenie mojej dziewczyny.
- A ty dokąd? Daj im spokój.
- Nie wierzę że nie chcesz skorzystać z takiej okazji.- przecież dobrze ją znałem. Miała na to taką samą ochotę jak ja. Przewróciła oczami i ruszyła ciągnąc mnie za sobą.
Ten ciołek nawet nas nie zauważył. Podeszliśmy do niego trzymając się za ręce i z głupkowatymi uśmieszkami stanęliśmy za jego plecami. Postukałem go trzy razy w ramię, a kiedy się wreszcie odwrócił zrobił taką minę że oboje parsknęliśmy śmieche3m.
- mogliśmy mu zrobić zdjęcie.- szepnęła Jam na co na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech.
- Liam!- mój entuzjazm był jeszcze większy niż zazwyczaj. - Co za niespodzianka.- Blondyneczka trochę spłoszona wychyliła się za niego i stanęła obok, za to Payne objął ją ramieniem w pasie.
- miło mi poznać, jestem Jamie.- moja dziewczyna wystawiła rękę do blondynki która niepewnie ją uścisnęła.
- Chloe- przedstawiła się cicho. Posłałem Liamowi znaczące spojrzenie
- Louis- sam też się przedstawiłem, podając jej rękę. - Macie zamiar skakać?
- Tak, po to tu przyjechaliśmy- zdziwiłem się że to nie nasz przyjaciel nam odpowiada tylko jego towarzyszka. - A wy?
- Tak tak, Jamie mnie wyciągnęła. - ścisnąłem mocniej dłoń dziewczyny, próbując nie wybuchnąć śmiechem.
- Nic nie mówiłeś że jedziecie dzisiaj na bungie- Liam wreszcie odzyskał głos ale widzą nasze spojrzenia mówiące że sobie chyba jaja robi się zamknął. Bo serio? On się pyta czemu nie powiedzieliśmy że tu przyjeżdżamy. On nie powiedział że się spotyka z Chloe!
- Wiesz, Jamie wpadła na to dziś rano, więc się wybraliśmy, a ty? Czemu się nie pochwaliłeś dziewczyną co? Poza tym mogłeś powiedzieć że się tu wybieracie pojechalibyśmy z wami. - nie owijałem w bawełnę. Staliśmy przez chwilę czekając na odpowiedź Liama, ale się nie doczekaliśmy. Rozdzwonił się jego telefon. Odebrał szybko
- Tak, tak, to ja. Tak. Co? Kiedy to się stało? Ktoś jest ranny? Tak, zaraz będziemy, Louis Tomlinson też, nie musi pan dzwonić. - odłożył telefon i popatrzył na mnie przerażonym wzrokiem.
- Co się stało?- Jamie pierwsza zapytała, ale wszyscy czekaliśmy na odpowiedź.
- Był pożar.- Liam popatrzył wprost na mnie. - u nas w domu. - dodał i teraz chyba ja miałem niezbyt ciekawą minę.
- Co?- pisnęła Jamie nie dowierzając w to co się stało. Przetarłem twarz odgarniając z czoła włosy.
- Jedziemy.- zarządziłem. Ciągnąc Jam za rękę spojrzałem na nich zdziwiony, bo się nawet nie ruszyli- No co? Jedziemy!


LIAM

Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Nasz dom jest spalony. Pełno strażaków biega dookoła i dogasza jeszcze gdzieniegdzie płomienie. Popatrzyłem na Lou i po prostu tam stałem. Nie wiedziałem kompletnie co mamy robić.
Poza tym była ze mną Chloe. Nie miałem jak jej odwieźć, musiałem jak najszybciej przyjechac tutaj. Nawet nie wiem kiedy, ale Louis już gadał z jakimś strażakiem. Nie podchodziłem, czekałem aż sam przyjdzie. Chloe podeszła do mnie i przytuliła mnie w pasie. Wiem, że chciała mi dodać trochę otuchy ale kiedy patrzyłem na to co zostało po naszym domu to robiło mi się słabo.

- Niewiele rzeczy udało się uratować, wszytko prawie się spaliło. - powiedział Louis siedząc na krawężniku. Stałem przed nim razem z dziewczyną, a obok Tommo siedziała Jamie obejmując go w pasie. - Nie wiedzą co było przyczyną. Powiedzieli mi tylko że musimy sobie znaleźć jakieś miejsce do spania.
- Szukamy jakiegoś hotelu?
- Jest pierwsza w nocy, gdzie niby mielibyśmy iść?
- Nie wiem.- odpowiedziałem zgodnie z prawdą. - Może jedźmy do Stylesów, i tak są w Polsce. Przecież masz klucze. - Wiem, że Harry dał Lou klucze „jakby co”. I to właśnie chyba było nasze „jakby co”
- Gdzie w ogóle jest Horan?- Lou uniósł niespodziewanie ręce w górę podnosząc się do postawy stojącej. - Dzwoń do Harrego, ja dzwonię do Nialla.
Mam tylko nadzieję że nie śpią. Tam chyba jest w dodatku godzina do przodu więc pewnie śpią. Boże, no ile można? To już chyba z dziesiąty sygnał. No wreszcie.
- Halo?
- Meg?- trochę się zdziwiłem że to ona odebrała- Jak dobrze że odebrałaś. Mamy problem- westchnąłem.
- Co się stało? - krzyknęła nieco głośniej i w tle usłyszałem jakieś głosy. Pewnie Harry.- oh, uspokój się, Hazz- warknęła na niego.- Przepraszam, co się dzieje Liam?
- Był pożar. Nie mamy za bardzo gdzie spać. Możemy iść do was na noc?
- Co? Jaki pożar?
- U nas w domu.
- Jak to się stało? Byliście w środku?!
- Nie, nikogo nie było. Na razie nic nie wiemy. Po prostu dzwonię żeby was prosić o jedną noc u was w domu.
- Jasne Liam, nawet nie musicie pytać. Jutro wracamy to nam wszytko powiecie.
- Ok, dzięki.

HARRY

Nigdy więcej.
Jezu, to chyba najgorsza podróż samolotem w całym moim życiu. Nie mogłem się wygodnie ułożyć, wszytko mnie jakoś tak bolało. Nie było to zbyt przyjemne, zwłaszcza że do tego głowa nie dawała mi spokoju.
Właśnie odesłałem babkę która, chciała nas poczęstować jakimś tam jedzeniem. Nie przełknę nic. Zupełnie. Nie mam bladego pojęcia dlaczego aż tak źle się czuję. A najdziwniejsze jest to, że upił mnie ojciec mojej dziewczyny. Jezu, nie pamiętam nawet co ja mu nagadałem. Oby nic dziwnego. Meg śpi na moich kolanach. Ona też jest wykończona, zresztą te dni nie należały do zbytnio spokojnych.

Po godzinie staliśmy już na lotnisku, próbując się ukryć przed wszystkimi. Ale się nam nie udało. Musiałem zadzwonić po naszych ochroniarzy, żeby pomogli nam wyjść. To chore, nawet nie można normalnie wrócić do domu.
- Lepiej się czujesz? - Meg złapała moją dłoń pociągając ją do siebie. Spojrzała na mnie mimo iż miałem na sobie ciemne okulary przez które miała ograniczony dostęp do moich oczu.
- Tak skarbie, o wiele lepiej.- Czuję się chujowo, ale ona niekoniecznie musi się o tym dowiedzieć.
- Nie mogę się doczekać aż będziemy w domu.
- A ja niekoniecznie, wiesz, że teraz mieszka z nami parę dodatkowych osób.- nie to że mi się to nie podobało. Zwyczajnie przywykłem do tego że mieszkamy razem, sami. Miło posiedzieć razem z resztą, pogadać, spotkać się, ale to już co innego być razem dwadzieścia cztery na dobę.
- Hazz, dom się spalił, co mieli zrobić, iść do hotelu?
- Wiem wiem, przecież nic nie mówię.

***

MEG

- Przestań się kręcić!- krzyknęłam dodatkowo wybuchając śmiechem po raz tysięczny. Jest najbardziej niecierpliwym człowiekiem na świecie.
- Ale nie wytrzymam dłużej!
- To już twój problem, jeszcze chwila, i kończę.
- Meg- jęknął przymykając oczy. Na żaden ruch więcej mu nie pozwoliłam. - Boże, siedzę już tu z trzy godziny.
- Kochanie, siedzisz tak jakieś czterdzieści minut.- parsknęłam śmiechem. Widziałam że też ma na to ochotę. Ale chyba bym go teraz ukatrupiła gdyby to zrobił. Spojrzałam na płótno. Było już prawie skończone, ale jeszcze zostało dopracować szczegóły. Rzadko zdarzało mi się malować portrety. Owszem, uwielbiam je szkicować i tych Harrego mam już mnóstwo. Ale jeszcze nigdy go nie namalowałam. A teraz? Mogłam skupić się na wszystkim, i chciałam by każdy detal był dopracowany. Spojrzałam na oczy, w których tak bardzo starałam się podkreślić tą jego specyficzną zieleń. Mocno zarysowana linia szczęki, i specjalnie kazałam mu poszarpać włosy tak, by opadały mu na czoło jak kiedyś. Tak też było na moim obrazie. Usta wykrzywione w uśmiechu. Tym który tak uwielbiam, tym który tworzy te piękne dołeczki. Tak ciężko było mi je uchwycić na obrazie, bo przecież nie zrobię kropki udając że to dołeczek? Jest lekko zarumieniony, i wygląda bardzo uroczo, będzie zły o to że nie uchwyciłam jego męskości, ale dla mnie najpiękniejszy jest ten uroczy Harry. Bo to oblicze pokazuje tylko przede mną.
- Nadal nie rozumiem, dlaczego nie mogę być nago.- westchnął po raz kolejny a jedyne co mogłam zrobić ja to policzenie do dziesięciu. To zdążyło nie uspokoić na tyle by na niego nie nawrzeszczeć. Chociaż to też było słodkie.
- To portret, nie akt. - powiedziałam sucho nie za bardzo skupiając się na tym co mówi, bo starałam się oddać idealną linię ust. I nie było to proste. Nie chodzi o sztukę malowania ust, ale o to, że cholernie mnie to rozpraszało. Mam ochotę go pocałować, od tak, po prostu.
- Taki głupi nie jestem, potrafię to rozróżnić. Ale wiesz ile kasy dostałabyś za mnie nagiego? - poruszył brwiami uśmiechając się jeszcze szerzej
- Bo kupiłaby go jedna z twoich fanek.
- No i co? Przynajmniej było by to wiarygodne, skoro jesteś moją dziewczyną że oddałaś prawdziwe proporcje. - jego ramiona zaczęły się trząść, z powodu śmiechu oczywiście.
- Nie ruszaj się- syknęłam. - Nie o to chodzi, po prostu chcę żeby ludzie kupowali moje obrazy, bo są dobre a nie dlatego że ty na nich jesteś, czy też dlatego, że jestem twoją dziewczyną. - spojrzałam na niego, kiedy maczałam pędzel w farbie. Uśmiechnęłam się zawadiacko i dodałam – Ale wiesz, specjalnie namalowałabym ci mniejszego- wystawiłam mu język.
- Nie zrobiłabyś tego.
- Owszem, zrobię to. Nawet nie musisz mi pozować, wiem jak wyglądasz nago. - w jednej chwili podniósł się i naparł na mnie swoim ciałem przygniatając mnie do ściany będącej za nami. Jego klatka piersiowa unosiła się w szybkim tempie podobnie jak moja. Chwycił oba moje nadgarstki i przyparł do ściany nad moją głową.
- Nadal jesteś tego taka pewna?
- Tak- odrzekłam cicho chichotając. Puścił moją lewą dłoń i ułożył swoją na moim policzku.
- Udusisz mnie jeśli teraz cię pocałuję? Wykracza to poza komunikat: Nie ruszaj się!
- Jak byś nie zauważył to już nie siedzisz tam gdzie ci kazałam.- nachylił się i delikatnie mnie pocałował. Nawet nie wiem kiedy przerodziło się to w coś bardziej namiętnego. Jego dłoń uwolniła mój nadgarstek i powędrowała na mój brzuch, gdzieś pod jego koszulą którą używałam do malowania. Skoro swoją miałam już wolną to wplotłam ją w jego loki, hmmm nie wiem co z nimi zrobił ale nie przypominały dawnych loków. Ok, może teraz kiedy kazałam mu się uczesać po staremu trochę tak, ale normalnie? Czesze się inaczej, układa je do góry, albo jakoś tak na bok i są jakby prostsze.
- Co się stało z twoimi lokami co?
- Już nie jestem tamtym Harrym. - szepnął w moje usta z na wpół przymkniętymi oczami.
- Dla mnie jesteś. Ciągle ten sam.- Powieki same opadły kiedy zszedł na obojczyk.- Ten, w którym się zakochałam. - Uniósł dłonie do góry rozpinając jeden guzik, potem drugi, trzeci. Ohhh, mógłby to robić szybciej.
- Teraz rozumiem dlaczego czasem rozrywasz mi koszule. - mruknął znów złączając nasze usta razem. Zauważyłam kolorowy ślad na jego torsie, z pewnością to od mojej dłoni z farby. W momencie kiedy rozpiął ostatni guzik wymsknęłam się z jego ramion i chwyciłam więcej farby na dłonie. Nawet się nie zorientował kiedy miał odciśnięte na sobie dwie ręce. Roześmiał się i uczynił dokładnie to samo. Nie zamierzałam mu się sprzeciwiać. A niech mnie nawet całą wymaluje. Zsunęłam koszulę z ramion i opadła na ziemie, kiedy Harry chwycił moje biodra i położył mnie na ziemi. Zanim jednak usiał na moich biodrach, odpiął pasek i ściągnął spodnie.
- Dawaj ten stanik, ten biały nie pasuje nam do kolorków- jego ostry to n rozbawił jego samego bo po chwili śmiał się całując moje piersi. Rzecz jasna wystarczyła chwila i stały się one niebieskie. Przyciągnęłam go do siebie całując jego usta po raz setny tego wieczoru.- Myślisz że najbardziej męskiej części ciebie zaszkodzi trochę koloru z moich rąk?- wyszeptałam seksownie zagryzając wargę i unosząc jedną brew.
- Choćby miał zostać pomarańczowy czy zielony na zawsze, nie odmówię. - przewrócił się na plecy ciągnąc mnie za sobą.
- Ej, młody, co wy tam tyle robicie? - stukanie w drzwi się nasiliło. Zastygłam będąc w trakcie zdejmowania z niego bokserek. Cholerny Louis.
- Odwal się, jesteśmy u siebie- warknął Styles całując z powrotem moją szyję.
- Mhm, przyjechała twoja mama. - słyszałam śmiech Tomlinsona który już się oddalał od drzwi. Westchnęłam i odwróciłam głowę z powrotem do Harrego. Jego wzrok był tak zawiedziony, że sama stałam się zła, ale i nie powiem że mnie to nie rozśmieszyło.
- No to teraz skarbie, powiedz mi jak my się umyjemy. - schował głowę w zagłębieniu między moją szyją i ramieniem próbując ukryć swój śmiech. 
__________________________________________

Obiecany na piątek, mimo iż miałam zamiar dodać wcześniej nie udało mi się go skończyć. Teraz jednak, dodaję jeszcze w nocy, żeby nie było ;) Mam nadzieję że nie był taki zły, uhh ok, piszcie co sądzicie! Kocham ;*

Aaaaaa i jeszcze muszę dodać iż baardzo dziękuję dziewczynie która dodała pomysł z namalowaniem Harrego w "Waszych pomysłach". jak widać czasem zdarzy mi się coś z tego wykorzystać więc jeśli macie jakiś pomysł piszcie! 

25 komentarzy:

  1. Miałam tyle myśli jaki to problem miał być ale nie wpadłabym na to że ich dom się spalił. Czekam na kolejny ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie mówiłam że to nic aż tak poważnego? Jak zawsze mnie nie słuchacie ;)

      Usuń
  2. WOW cudoooooowny! szczęście że ten problem to tylko spalony dom, a nie jakiś bardziej poważniejszy, Meg i Harry są przesłodcy i tacy kochani, i jeszcze Meggi go namalowała awww. Szkoda że między nimi nie doszło do tego "czegoś" hahah jestem zboczona xD Niecierpliwie czekam na kolejny kochana!
    weny, w e n y, WENY!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm zapomniałam wspomnieć, ale zaraz to zrobię. To był pomysł jednej z was, która dodała go jakiś czas temu, obiecałam go wykorzystać więc proszę bardzo! Z opóźnieniem ale jest!

      Usuń
  3. WOW Jest świetny omg wow hgdfhjgdj *.* kocham cie

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny rozdzial :)) mam nadzoeje ze rozwinoesz motyw chloe. Aaa i mam pytanie czy bedzie jeszcxe rozdzial w niedziele? :D

    OdpowiedzUsuń
  5. superowy jak zawsze :D
    przynajmniej już wiem jak ma na imię lasencja Liamka :3
    heh, Louis mnie rozwala czasem, mama przyjechała, ludzie dlaczego w takim momencie, ja się pytam dlaczego ?
    pomysl koleżanki o malowaniu świetny i mam nadzieję, że masz takich ciekawych więcej do dyspozycji :)
    milego pisania kolejnego ,
    pozdrawiam @RembiszRembisz xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlaczego w takim momencie? Hmmm zażalenia proszę składać do mamy Harrego xd
      Dzięki <3

      Usuń
  6. ymmmm świetny rozdział trochę przeraża mnie wątek ze spalonym domem ale nadaje to rozdziałowi pewnego charakteru tajemniczości
    jacyyyy oni są słodcy (wszystkie pary po trochu)
    życzę weny xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, charakter tajemniczości... skoro ci się podoba mogę go trochę zaostrzyć wprowadzając więcej tajemnic ;)
      I tez uważam że są słodcy. ;* Hmm nawet się zastanawiam nad tym czy nie za bardzo.

      Usuń
    2. może czas powoli zamieszać w niektórych związkach? żeby nie było AŻ tak słodko?
      wprowadzaj tyle tajemnic ile tylko będziesz chciała lubię dochodzić o co tak na prawdę chodzi i czytać jakie inne wyjaśnienie napisałaś ty xxx

      Usuń
  7. A mi sie wydaje ze watek ze spalonym domem ma cos wspolnego z postrzeleniem Harrego (takie moje domysly ;p) rozdzial jak zawsze super, hah wreszcie znam imie Chloe xd mam nadzieje ze rozwiniesz ich watek pozdrawiam Maya

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm na tak, tajemnicza dziewczyna Liama już nie jest taka tajemnicza. Stwierdziłam że trochę za mało o nim pisze dlatego też pojawiła się Chloe :)

      Usuń
  8. Super rozdzial. Dzieki ze to to nie bylo nic powaznego. Uwielbiam ten blog. Szkoda ze Lou im przeszkodził (tak jestem zboczona hahahs) pliss fast Next :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A proszę bardzo! Tak tak wiem, wolałybyście żeby Lou tam nie było, ale cóż, zboczeńce wy moje, niestety ;D

      Usuń
  9. Rozdział super , fajnie że przedstawiłaś nową dziewczyne Liama , zniecierpliwością czekam na następny ... Kiedy można się spodziewać ...? Jutro :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kurde.. A to obrót spraw... Nie wiem co mam tu napisać. Biedni chłopcy, tylko kurde wydaje mi się to podejrzane. Postrzelili Harry'ego, a potem podpalenie. Coś mi tu śmierdzi. Nie wiem czy dobrze myślę, dobrze myślę ? A ja jestem ciekawa co Meg ma do powiedzenia Harry'em.. Hmm. Czekam na next. Rozdział świetny, kocham Cię :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze myślisz? no nie wiem, to twoje myśli, ty zdecyduj xd
      Nooo ja też jestem ciekawa, co Meg mu powie... a nieeee, ja już to wiem! ;p- tsaaa wredna ze mnie istota :D Ale też cię kocha ;**

      Usuń
  11. ROZDZIAŁ CUDOWNY JAK ZAWSZE, KIEDY NEXT?

    OdpowiedzUsuń
  12. Super blog opowiadanie które tu piszesz jest naprawdę genialne czytam to od niedawna i od razu się zakochałam w tej historii.MAM JESZCZE PYTANIE MASZ MOŻE GG CHEMII BYM z TB POPISAŁA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jasne ;) proszę bardzo.
      43034576
      Jeśli masz twittera, to tam zdecydowanie łatwiej mnie złapać @Meggi__Styles

      Usuń
  13. Uwielbiam ten blog!!! Masz niesamowity talent. Jesteś wspaniała. Jak dla mnie nowe rozdziały możesz dodawać codziennie;-))
    Zapraszam też do mnie, będę bardzo wdzięczna.


    Pomimo, że Emmaline Brown, codziennie otoczona jest przyjaciółmi, czuje się samotna. Nie ma prawdziwych przyjaciół, a nikt z otaczających ją ludzi nie zna jej naprawdę. Jej jedynym prawdziwym przyjacielem jest chłopak online, chłopak, którego nie spotkała w prawdziwym życiu; osoba o nieznanym imieniu, której zwierza się ze swoich marzeń i tajemnic. Gdy przeprowadza się ze słonecznego San Francisco do małego miasteczka Holmes Chapel, stwierdza, że jej stosunki z nowym sąsiadem, Harrym Stylesem, nie należą do najlepszych. Kiedy konflikt z sąsiadem trwa, dziewczyna szuka pocieszenia u przyjaciela w internecie.Wtedy właśnie, jej dwa światy, online i offline, niespodziewanie zaczną się ze sobą zderzać.

    http://internetowy-przyjaciel-harry-styles.blogspot.com/
    Pozdrawiam<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobrze ,że to nic poważnego chociaż pożar to nie przelewki ,ale dobrze ,że nikomu nic się nie stało. Najbardziej w tym rozdziale to rozbawiła mnie końcówka i ta niespodziewana wizyta mamy. Oooo już nie mogę się doczekać następnego rozdziału i przepraszam ,że tak późno komentuje ale to był tydzień pełen sprawdzianów.

    OdpowiedzUsuń