- Hazz! Słyszysz się?! Słyszysz co mówisz?! Chcesz
mnie zostawić?!
- Tak będzie lepiej Meg, będziesz
bezpieczniejsza.- mówił to z takim spokojem, nawet na mnie nie patrzył. Prawie
spadłam z łóżka próbując z niego zejść. Stanęłam na ziemi i spojrzałam na chyba
mojego chłopaka.
- Pieprzyć bezpieczeństwo! Cholera jasna, nie
możesz mi tego zrobić! Czy ty nie rozumiesz że ja cię kocham? Harry! Nic dla
ciebie nie znaczyły te dwa lata?!
- Proszę nie krzycz.
- Proszę nie krzycz.
- Nie krzycz?!
- Nie musisz wszystkiego po mnie powtarzać.- ja
się chyba przesłyszałam, on tego wszystkiego nie powiedział, to nie może być
prawda!
- Na prawdę tego chcesz?! Chcesz żebym odeszła?
- Tak.
- Przed chwila mówiłeś że mnie kochasz! A teraz
mówisz mi że to koniec?!
- Tak, to nie ma sensu, nie chcę cię narażać! Nie
rozumiesz że zostałaś zgwałcona?!
- I to jest ten powód?! Nie kochasz mnie już,
prawda?- powiedziałam spokojniej, spuściłam wzrok na ziemię. A ja głupia wierzyłam
że my możemy być jeszcze razem. Co ja do jasnej cholery zrobiłam? Po co
pakowałam się w to kolejny raz?
- Wcześniej kłamałem, to prawda, już… – spuścił
wzrok na dół, po czym spojrzał na mnie prosto w moje oczy, chyba nie widział
tego jak mnie to rani.- już cię nie kocham.
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, nie potrafiłam
uwierzyć. Zamknęłam oczy i poczułam jak zastyga mi w gardle, słowa nie chciały
wyjść. Chciałam go zranić tak jak on to zrobił mi ale nie umiałam mu powiedzieć
że go nie kocham. Bo ja go tak bardzo kocham. Pozbierałam moje rzeczy do torby
jaką znalazłam gdzieś w kącie. Zajęło mi to zaledwie kilka minut, najdłuższe
minuty w moim życiu. Ruszyłam w kierunku wyjścia, ale nie mogłam tak wyjść, nie
tym razem. Odwróciłam się z powrotem w jego kierunku i popatrzyłam na niego
mając nadzieje że powie że to jeden wielki żart, że mnie wkręcał. Ale nic
takiego się nie stało. Patrzył na mnie, nie odrywał wzroku od moich oczu.
- To co mi teraz zrobiłeś boli sto razy bardziej
niż to co zdarzyło się w tamtym lesie.
Wybiegłam stamtąd nie wiedząc co się wokół dzieje.
Moje serce znów pękło, znów to samo, tylko że teraz to się naprawdę dzieje. On
zerwał ze mną przed chwilą, nie wymyśliłam sobie tego. Zostawił mnie,
zwyczajnie zostawił. Nie mogę tego zrozumieć, nie rozumiem, co ja znowu złego
zrobiłam?
Cała zapłakana podeszłam do recepcji, przetarłam
wcześniej oczy, wyglądałam jak siedem nieszczęść.
- Coś się stało?- miła pielęgniarka uśmiechnęła
się pokrzepiająco. Ale co mi z tego kiedy najważniejsza osoba kazała mi się
wynosić ze swojego życia?
- Chciałam się wypisać na żądanie, czuję się
dobrze, chcę wrócić do domu.
- Ale to musi załatwić lekarz, usiądź sobie,
zawołam go.
Nie miałam sił na to żeby podchodzić do krzeseł
które były po drugiej stronie korytarza. Osunęłam się po ścianie rzucając torbę
obok siebie. Ukryłam twarz w dłoniach i zwyczajnie pozwoliłam sobie na
rozpłakanie się.
On mnie nie kocha.
Okłamywał mnie, przez cały czas mówił jak bardzo
mnie kocha, jak tęsknił. Obiecał mi że będzie przy mnie, że nigdy nie zostawi!
A on mnie zostawił, zostawił samą! Nigdy w życiu nie czułam się tak oszukana,
zdradzona. Nigdy nie byłam tak upokorzona. Wszystkie jego czułe słówka były
jednym głupim kłamstwem. Jego obietnice były niczym. Wszystkie słowa były
rzucane na wiatr, zapewnienia, że będziemy razem już zawsze, że przejdziemy
przez wszystko, że mi pomoże, to wszystko się dla niego nic nie liczyło! Każdy
gest, każdy ruch był sztuczny, udawany. Cały nasz związek, odkąd wróciłam,
odkąd mnie znalazł, on udawał. Udawał że mnie kocha.
- Meg?! Co ty tu robisz?! Co się stało? Coś z
Harrym?- z Harrym… z Harrym… Bardzo wiele z Harrym. Tylko że to już nic związanego
ze mną.
- Harry…- zamknęłam oczy, tak mocno zacisnęłam
powieki czując jak kolejna fala łez zalewa mnie od środka powoli wydobywając
się na zewnątrz. Poczułam czyjeś ramiona. Chciałam je odtrącić, nie chcę żeby
mnie ktoś dotykał, nie chcę nikogo, nikomu nie mogę ufać, bo wszyscy są
oszustami, jak on.
- Magda! Co z nim?!- tym razem to był głos Lou,
poznałam go nie wiem po czym, po prostu wiem że byli przyjaciółmi, Louis się o
niego martwi. A może jemu też ten kłamca powie że jest dla niego nikim!
- Obudził się.- powiedziałam cicho po czym Tommo
wystrzelił jak z procy do naszej sali. Za nim pobiegł Liaś uciszając
jego krzyki radości. Faktycznie, kto by się nie cieszył kiedy osoba którą
kochasz obudziła się po kilku dniach śpiączki i poważnej operacji? A no tak,
ten dzień jest najgorszym w moim życiu. Więc ja, ja bym się nie cieszyła.
- Meggi, dlaczego tu siedzisz? Nie cieszysz się?-
tak wiesz cholera, ogromnie się cieszę! Zayn wziął mnie na ręce.
- Postaw mnie, nie idę tam.
- Dlaczego?- zapytał blondyn obok którego stała
Emily.
- Bo nie! Chcę stąd wyjść, gdzie ten przeklęty
lekarz?!- kiedy krzyknęłam pojawił się jak na zawołanie lekarz mam nadzieję że
z wypisem w ręce.
- Pani Magdo, moim zdaniem powinna pani zostać
jeszcze kilka dni na obserwacji, ale jeśli sobie pani tego życzy to tutaj mam
wypis. Na pewno chce pani wyjść?
- Tak, dziękuje.
- Proszę, życzę szybkiego powrotu do normalności.-
powrotu do normalności? Moje normalne życie zostało przed chwilą rozdarte na
pół.
Zamknęłam oczy głęboko oddychając. Głowa pękała mi
z bólu choć nie przebijała bólu serca. Cała się trzęsłam, co się dziwić byłam w
piżamie. Ruszyłam powoli do łazienki. Musze się odrobinę ogarnąć.
Kiedy spojrzałam w lustro zobaczyłam nad sobą Zayna
i Nialla. Nie polecieli do tego idioty? Dziwne.
- Meggi, co jest? Dlaczego płaczesz?
- Bo to boli.
- Co? Coś nie tak z Harrym? Co się stało?-
dopytywał Horan. Oblałam twarz zimną wodą opierając się o umywalkę.
- Z Harrym?- zaśmiałam się głupio, dlaczego musze
go tak kochać kiedy on tak nie krzywdzi?- Nieee, z Harrym wszystko gra, on
czuje się pewnie teraz jak w niebie.
- Magda, o co chodzi? Dlaczego tak dziwnie
mówisz?- nie wytrzymałam, wtuliłam się w blondyna, tak mocno się w niego
wtuliłam zaciskając pięści na jego koszulce. On objął mnie swoimi rękami
przyciskając do siebie bardziej.
ZAYN
- Rozstaliśmy się.
Kiedy usłyszałem ten cichy słaby głos wydobywający
się z jej gardła przyznam że mnie zatkało. Spojrzałem na Niallera który tak
samo jak ja patrzył na mnie zdziwiony. Magda stała na środku łazienki
przytulona do Horana a my nie odezwaliśmy się słowem. Co niby miałem jej
powiedzieć? Przecież to niemożliwe, nie Harry i Meg, przecież oni byli idealną
parą, kochają się!
- Jak to? Nie jesteście już razem?
- Nie, nie jesteśmy. Zabierzcie mnie do domu.-
szepnęła cicho. Tak cicho że ledwie słyszalnie.
Horan wziął ją na ręce i oboje wyszliśmy z nią na
zewnątrz. Było tam mnóstwo fanek. Nie obchodziło nas to co sobie pomyślą, nie
wiedziały jeszcze że to Magda, a my już wynosimy ją sobie ze szpitala. Wygląda
to tak jakbyśmy ją porywali. Niall położył ją na tylnym siedzeniu swojego
samochodu i sam usiadł za kierownicą. Ja usiadłem obok Meggi i przyciągnąłem ją
do siebie. Przytuliłem ją mocno a ona ciągle płakała. Co ten idiota jej zrobił?
Dlaczego się rozstali?
Na całe szczęście Meg zasnęła zanim dowieźliśmy ją
do domu. Wyciągnąłem ją z samochodu i zaniosłem do ich pokoju. Nie wierzę w to
że się rozstali. Przecież oni są ze sobą tyle czasu, po roku, ciężkim dziwnym
roku się zeszli i teraz mają znów być osobno? Nie rozumiem. Oboje są moimi
przyjaciółmi, nie chcę żeby się kłócili.
- Myślisz że o co poszło?- dobiegł mnie głos Nialla.
Odwróciłem się w jego stronę, stał oparty o framugę drzwi. I przyglądał się
Meggi.
- Nie wiem, ale widzisz w jakim była stanie.
- Ja myślę że to coś poważniejszego, ale miejmy
nadzieję że się zejdą.
- Jedziemy do szpitala?
- Ja jadę, dowiem się o co chodzi, a ty z nią
zostań, masz jej pilnować, rozumiesz?
- Tak jasne, i zadzwoń do mnie jak się czegoś
dowiesz.- Horan zniknął na schodach a ja zostałem z Magdą. Ruszyłem na dół
zrobić jej herbatę i wziąć tabletki na głowę. Wątpię żeby się dobrze czuła.
Kiedy wróciłem do ich pokoju ona już nie spała. Nawet nie było jej w łóżku.
Siedziała przy komodzie i pakowała swoje rzeczy. Świetnie, Harry, widzę że pozbyłeś
się najlepszego co cię w życiu spotkało. Meggi.
_____________________________________________