HARRY
Siedziałem na fotelu a na moich kolanach siedziała
Meg. Obejmowałem ją mocno w pasie od czasu do czasu włączając się w rozmowę
między Robinem i Lucasem. Ten facet mi coś nie pasuje. On ciągle posyła mi
bezczelne uśmieszki a ja za to nie mam pojęcia o co chodzi, kto to jest? Mam
nieodparte wrażenie że to ma związek z Meggi. Zareagowała na jego widok
dziwnie. Zbladła, jakby się go bała. Tylko że on przedstawił jej się, ona też
się z nim przywitała normalnie. A jednak mam wrażenie że oni się znają.
Meg ciągle rozmawia z Gemmą co chwilę wybuchając
śmiechem ale mimo tego czuję że jest zdenerwowana. Dochodzi jedenasta. Nie mam
najmniejszej ochoty tu siedzieć. To znaczy chętnie bym posiedział z moją rodziną
ale nie z Lucasem, nie ufam mu.
- Idziemy spać?- szepnąłem nachylając się nad
uchem mojej dziewczyny.
- Mm, chodźmy.
- No dobrze, mamo my pójdziemy już do mnie.
- Jasne Harry, dobranoc.
- Dobranoc- odpowiedzieliśmy. Razem udaliśmy się
do góry. Meggi nawet nie odzywając się do mnie słowem poszła po prostu do
łazienki. I może powie jeszcze że jest w porządku? Rozsiadłem się na łóżku
przyglądając mojemu pokojowi. Nic się nie zmieniło, nadal są tam moje i Magdy
zdjęcia. Ten sam kolor ścian, te same meble. Kiedyś tu siedziałem jako
piętnastolatek, nikomu nie znany, zwyczajny, zwykły chłopak. Minęło zaledwie
kilka lat a tyle się zmieniło. Jestem członkiem zespołu rozpoznawanego na całym
świecie, mam wspaniałych przyjaciół a z łazienki w moim pokoju wychodzi
właśnie, piękna, seksowna dziewczyna owinięta jedynie w ręcznik. MOJA
dziewczyna.
- Meg, chodź tu do mnie.
- Musze się ubrać.
- Kochanie, co się dzieje, hm? To przez Lucasa, coś
ci powiedział?
- Nie, po prostu mam zły humor.
Podszedłem do niej i delikatnie położyłem dłonie
na jej biodrach. Odwróciłem przodem do mnie i przybliżyłem do siebie.
Ona za to
od razu się we mnie wtuliła
- Wiesz że masz mnie, możesz mi ufać, możesz
wszystko powiedzieć.
- Kocham cię.- szepnęła nadal z zamkniętymi
oczami. Przecież nie będę jej zmuszał żeby powiedziała mi o co tak na prawdę
chodzi. Razem położyliśmy się do łóżka, ona nie puściła mnie nawet na chwilę.
Kurczowo przyczepiona była do mojego torsu. Tak cholernie się boję, co jeśli
coś się serio dzieje? Meggi mi chyba tak do końca jeszcze nie ufa. Chyba nie
chce mi wyjawić tego czegoś.
- Kochanie.- mruknąłem między pocałunkami
składanymi na jej szyi- Miśku- Magda chyba zaczęła się przebudzać.- Kocie,
wstawaj.- Sięgnęła po telefon i nie ukrywała zdziwienia widząc godzinę.- Nie
patrz tak, idziemy się przejść.
- Jest czwarta rano, nie za wcześnie na spacery?
- Właśnie to idealna pora. Proszę, nie pożałujesz.
- No ok.- zgodziła się wstając. Oboje szybko się
ubraliśmy, nie stroiliśmy się jakoś specjalnie, w końcu ilu ludzi jest na nogach
o czwartej rano?
- Chyba żartujesz, mam wspiąć się tam znowu?-
jęknęła wpatrując się w wysoki mur przed nami. Ale zdawała sobie chyba sprawę z
tego jaki widok czeka ją tam u góry bo zaczęła
wspinaczkę. To było raptem kilka szczebli a ona bała się strasznie. Ale kiedy
znaleźliśmy się już na górze nie narzekała. Trafiliśmy idealnie, właśnie przed
nami słońce wznosiło się tuż nad horyzontem. Dopiero było widać jego część,
rozwidniało się. Siedzieliśmy w ciszy obserwując ten sam piękny widok. Często
wstawałem żeby tutaj przyjść na wschód słońca, dobra pora aby pomyśleć.
Zwłaszcza wtedy kiedy po pogrzebie Meggi byłem tutaj dwa miesiące. Czułem jej
obecność, tak jakby była ze mną. Tylko że teraz naprawdę jest.
- Harry, dziękuję. Za to że tu jesteś, że mnie tak kochasz, że mogłam dzięki tobie znowu być
szczęśliwa. Wiesz że cię kocham najbardziej na świecie, że oddałabym za ciebie
życie- przerwała na chwilę spuszczając wzrok.- Jesteś moim życiem, bez ciebie
uschnę i chcę żebyś wiedział że zawsze będę z tobą, zawsze i wszędzie.
Zapamiętaj to dobrze?
- Meggi, oczywiście że zapamiętam. Ale po co mi to
mówisz? Co się dzieje?
- Nic Harry, po prostu bądź ze mną, przytul.-
Objąłem ramionami ciało dziewczyny. Przycisnąłem do swojego ciała pozwalając
aby poczuła się bezpieczna. To nie jest moja Meggi, coś jest nie tak i dobrze
to widzę.
MAGDA
Kiedy mnie do siebie przytulił chciałam zostać tak
na zawsze. Z nim na tym murku, czując że tam nam nic nie grozi, że jemu nic tam
nie grozi. Bałam się, o niego. Tak cholernie się bałam. Jest całym moim
światem, niedawno go odzyskałam, teraz mam go stracić? Nie chcę tego, nie
pozwolę na to.
- No jesteście w końcu!- przywitała nas w drzwiach
Ann- Gdzie wy byliście? Martwiliśmy się o was.
- Spokojnie mamo, byliśmy się przejść, to wszystko.
- Oh, no dobrze, chodźcie na śniadanie.
Ściągnęliśmy buty i znaleźliśmy się w środku.
Harry zniknął w łazience a ja ruszyłam do kuchni. Siedział tam Lucas. Sam.
- Na proszę proszę, a myślałem że zwialiście.-
uśmiechnął się szyderczo.
- Daj nam spokój, o co ci chodzi?
- Spokój mówisz? Niby dlaczego? Specjalnie dla
ciebie wkręciłem się w tą rodzinę.
- Jesteś pojebany, zostaw mnie, Harrego i całą
jego rodzinę.
- Magda Magda, chyba nie do końca mnie znasz. Nie
mam zamiaru odpuszczać. I zapamiętaj to sobie. Ze mną się nie zadziera. Więc
piśnij komuś choć słowo a pożałujesz. Nie zobaczysz tego swojego chłoptasia już
nigdy, chyba że w trumnie.- wzdrygnęłam się na jego słowa. Bałam się na niego
spojrzeć, byłam przerażona. Podeszłam wolnym krokiem do lodówki wyjmując sobie
ze środka coś do jedzenia. Kiedy poczułam czyjeś ręce na mojej talii przeszedł
mnie dreszcz i się nerwowo odsunęłam.
- Kochanie, co jest?- to był Harry, Boże to Harry,
jakie szczęście. Po Lucasie w kuchni nie zostało śladu. Wtuliłam się w ciało
mojego chłopaka. Nawet nie chciałam sobie wyobrażać go w trumnie. To
najgorsze co mogło by się nam przytrafić. A najgorsze było to że Lucas dobrze
wiedział czym będzie dla mnie strata Harrego. Stanęłam na jego stopach, żeby mieć wyżej i
delikatnie musnęłam jego usta. Hazz oddał mi moje pocałunki, czułam jak szklą
mi się już oczy. Miałam ochotę wybuchnąć płaczem. Co ja mam do cholery zrobić?
- Uważaj na siebie błagam.- szepnęłam do niego
opierając czoło o jego. Oczy miałam przymknięte, ale czułam że Harry bacznie
mnie obserwuje.- Uważaj.
- Meggi, powiedz mi proszę, przecież widzę że coś
jest nie tak.
- Harry, kocham cię.- przerwałam mu. Nie mogę mu
powiedzieć, nie mogę. Perspektywa stracenia go boli bardzo, więc jeśli muszę to
utrzymam to w tajemnicy. Na szczęście Hazz odpuścił. Usiadł przy stole robiąc
sobie śniadanie. Ja usiadłam obok niego z kubkiem gorącej kawy w ręce.
- Ufasz mi?- zapytał kiedy byliśmy już sami w jego
pokoju. Stał naprzeciwko uparcie wpatrując się w moje oczy.
- Ufam.
- Ufasz? Wiesz co to znaczy ufać? Mówi się sobie
wszystko, na tym polega związek, ale ty chyba już o tym zapomniałaś! Powinnaś
być ze mną szczera a nie okłamywać na każdym kroku. Przecież widzę co się
dzieje. Trzęsiesz się ze strachu kiedy w pobliżu jest ten koleś! Powiedz mi do
cholery o co chodzi!- był wściekły. Nie widziałam go takiego od bardzo dawna.
Nasz związek się rozpadnie jeśli ciągle będę go okłamywać. Co mam mu
powiedzieć? Zwyczajnie po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Bałam się,
bałam się nie o siebie, ale o Harrego. Że Lucas coś mu zrobi, a tego bym nie
przeżyła.
- Meg przepraszam, nie chciałem krzyczeć, ale
martwię się, widzę że się go boisz, powiedz mi proszę powiedz co się dzieje.-
teraz mówił już kojącym ciepłym głosem. Głaskał mnie po włosach cierpliwie
czekając żebym się uspokoiła. Chwycił moją twarz w dłonie i otarł kciukami
mokre od łez policzki.
- To on- wydukałam. – To Łukasz, robi to
specjalnie.
Nigdy jeszcze nie widziałam Harrego w takiej
furii. Wściekł się do granic możliwości. Cały zbladł na twarzy. Nie próbował
mnie już uspokoić, był stanowczy i zimny, bez uczuć.
- Nie wychodź stąd- warknął- I spakuj nas.- dodał
trzaskając drzwiami. Boże, co ja zrobiłam.
Dławiąc się łzami wrzucałam nasze ubrania do
walizki. Ale kiedy usłyszałam krzyki na
dole nie czekałam długo tylko tam po prostu zbiegłam. Zobaczyłam Harrego,
wściekłego nabuzowanego Harrego. Siedział na Lucasie i okładał go pięściami. Stanęłam
prawie że na szczycie schodów i patrzyłam na to wszystko. Gemma razem z mamą
wrzeszczały na niego żeby go zostawił, ale Harry nie odpuszczał.
- Ty pierdolony sukinsynu!- krzyknął. Wstał z
niego i podniósł go do góry za jego koszulkę.- Zabiłeś ją- syknął- Moją córkę.
I skrzywdziłeś Meggi w dodatku nie pierwszy raz!- kopnął go kolanem tam gdzie z
pewnością go bardzo bolało. Lucas skulił się ale Harry ciągle go podtrzymując
nie pozwolił mu upaść.- Zbliż się do niej a pożałujesz!- kolejne kopnięcie.
- A co ty możesz mi zrobić?! W dupę mnie pocałuj!-
To wywalało tylko lawinę ciosów, którymi Harry okładał Lucasa. Chwycił go znowu
za ubranie i przyciągnął do drzwi. Wywalił go po prostu na zewnątrz.
- Wypierdalaj stąd!- krzyknął. Wściekły trzasnął
drzwiami.
Stał tam, na środku salonu ciągle ciężko dysząc.
Jego napięte mięśnie ani trochę się nie rozluźniły. Anna i Gemma patrzyły na
niego jak na potwora, a to mój Harry, mój. Nie czekając dłużej zbiegłam na dół
przytulając się do niego najmocniej jak umiałam. Początkowo był chyba jeszcze
tak zaabsorbowany całą sytuacją że ani drgnął. Po chwili jednak objął mnie
przyciskając do siebie równie mocno co ja jego. W jego ramionach czułam się
bezpiecznie, wiedziałam że nie pozwoliłby mnie skrzywdzić. Był moją prywatną
własną tarczą ochronną.
- Przepraszam- szepnął.- Nie płacz proszę, bo i ja
będę płakał.
__________________________________________________
